środa, 29 października 2014

not a blogger?


Zdziwiłam się bardzo, publikując na instagramie zdjęcie koszulki z napisem I am not a blogger. Wszystko dlatego, że 75% osób, które je polubiły ma coś wspólnego z blogowaniem. Mam pewną swoją historię związaną z tym wyznaniem, wkrótce ją opowiem. Ciekawa jednak jestem co dla Was znaczy to hasło.

wtorek, 14 października 2014

Poszukiwani blogerzy do Przewodnika blogerów po ich miastach II


Masz ochotę opisać swoje miasto? Zobacz pierwszą część Przewodnika blogerów po ich miastach i zgłoś chęć udziału w drugiej edycji. Napisz na kontakt@artattack.com.pl, podaj swoje miasto i adres bloga. W tytule napisz Przewodnik2. Jest nas już sporo! Czekamy! :)

czwartek, 11 września 2014

5 kultowych miejsc w Gdyni, które musisz zobaczyć

Popatrz na mapę, wybierz się na Skwer Kościuszki i wyobraź sobie, że kiedyś go nie było, w tym miejscu było kiedyś morze. Skwer jest jednym z wielu wybudowanych nabrzeży, jedynym zagospodarowanym miejsko i turystycznie, reszta należy do terenów portowych. Tu, przy Nabrzeżu Prezydenta stoi wojenny okręt Błyskawica, a obok niego żaglowiec Dar Pomorza, tu można też zjeść rybę i wybrać się do oceanarium, poznać morskie stwory, a nawet odwiedzić planetarium.


Dworzec Morski jest jednym z najstarszych obiektów w Gdyni. Usytuowany jest na Nabrzeżu Francuskim, na początku ulicy Polskiej. Kiedyś służył do obsługi pasażerów, którzy przemierzali tysiące kilometrów polskimi transatlantykami. Piłsudski, Chrobry, Batory, Stefan Batory – to właśnie one. Dziś ta część gdyńskiego portu również służy obsłudze pasażerów – tu cumują ogromne, nowoczesne wycieczkowce, pływające po najdalszych oceanach. Na stronie internetowej gdyńskiego portu znajdziesz listę statków, które przypłyną w sezonie, koniecznie sprawdź i wybierz się na nabrzeże, by je podziwiać. Do budynku Dworca Morskiego wkrótce zawita Muzeum Emigracji, które prężnie działa już teraz mimo że nie ma swojej stałej siedziby.

Marina to moje ulubione spacerowe miejsce. Lubię siadać na falochronie, za plecami mając ogromne morze, a przed sobą ogromny ląd. Obserwuję jachty stojące w marinie, ludzi wypływających w morze, dzieci uczące się pływać na malutkich optymistach. Słucham brzęczącego olinowania jachtów, uderzającego o maszty. Jesienią i zimą ten dźwięk brzmi dość mrocznie, wiosną i latem zwiastuje zbliżające się wakacje. Falochron 
w marinie to mój punkt obserwacyjny i mobilne biuro, w którym uczę się do egzaminów, a czasem pracuję. Usiądź, spójrz w prawo, zobaczysz najwyższe w Gdyni budynki i maszty statków zacumowanych przy Skwerze. Spójrz w lewo, widzisz plażę, bulwar, a w tle Kamienną Górę. 
Oto Gdynia.

Kamienną Górę pamiętam z czasów dzieciństwa – wtedy wejście na sam szczyt było wyczynem na miarę zdobycia Mount Everest, a zabawy w chowanego w różnych ścieżkach i częściach nie miały końca. W dzieciństwie głównie wybierałam pierwsze „piętro” Kamiennej Góry – plac zabaw dla dzieci, później uwielbiałam bawić się z siostrą na drugim „piętrze”, największym. Jest tam nasze magiczne drzewo, z mocno pochylonym pniem, który tworzy wygodną ławkę. Do dzisiaj nie wiem co to za gatunek, wiem jednak, że ma długie, cienkie, podłużne liście, z których świetnie robiło się „zupę ogórkową”;) Lata temu była to siedziba jednego z moich „zabawowych” domów, dziś lubię się tam uczyć, opalać, odpoczywać. Trzecie „piętro” Kamiennej Góry jest miejscem bardzo romantycznym. Tu latem wspinają się, a zimą przyjeżdżają zakochane pary patrzeć w dal morza. Punkt widokowy, z którego, przy dobrej widoczności, można podziwiać morze, Półwysep Helski i różne części Gdyni.


Spędzając wakacje w Gdyni, koniecznie musicie odwiedzić Orłowo i tamtejsze molo. Z geograficznego punktu widzenia coś niebywałego, bowiem orłowski klif, który nadaje miejscu niesamowitego uroku. Z architektonicznego punktu widzenia piękne wille i jednorodzinne posiadłości, które można podziwiać, przemierzając uliczki Orłowa. Jest molo, plaża, plac zabaw dla dzieci, są zacumowane rybackie kutry i można załapać się na świeżą rybę. W Orłowie czuć artystycznego ducha, za sprawą Domku Żeromskiego i Liceum Plastycznego.


niedziela, 31 sierpnia 2014

5 blogów, które wiernie czytam


Blogów coraz więcej, czasu na ich czytanie coraz mniej. Z okazji Dnia Blogerów polecam Wam pięć miejsc, które odwiedzam bez względu na to, ile mam czasu. Nawet jeśli nie czytam całego wpisu od razu, rzucam na niego okiem i pamiętam, by tam wrócić później.

Nie wiem czy Autorka jest tego świadoma, ale dzięki kategorii Filmy na jej blogu, obejrzałam kilka naprawdę dobrych produkcji. Teraz sprawdzam polecane przez nią książki. Uwielbiam robione przez nią zdjęcia, a kilka miesięcy temu, w czasie mocnego przeziębienia przeczytałam całego bloga. Dzięki krótkim, ale bardzo klimatycznym wpisom, nie trwało to bardzo długo. ;)

Gosia pisze, rysuje i freelancuje. Rysowania się pewnie od niej nie nauczę, bo nie mam tego po prostu w ręce. Pisać potrafię, freelancu liznęłam, a przez to bardzo interesują mnie spostrzeżenia autorki dotyczące tego sposobu na życie zawodowe.

Byłyśmy z Martynką na kawie w mroźny zimowy wieczór, kiedy mi zdradziła, że rozpoczyna przygodę z Kobietą klasyczną. Skupia się na kobiecie na przestrzeni wieków, na etykiecie i sztuce. Opisuje także swoje godne podziwu, samotne podróże po dalekich zakątkach Rosji. Jak nie mamy czasu się spotkać, czytam Kobietę i wiem co Martynie w duszy gra. :)


To chyba pierwszy blog o modzie, który zainteresował mnie na tyle, że odwiedzam go regularnie. Moja imienniczka Maria głównie skupia się na kolorach, analizuje też style gwiazd i radzi co z czym najlepiej nosić. Od końca lipca Maria realizuje się w roli mamy. Kto wie, może na Ubieraj się klasycznie powstanie nowa, dziecięca kategoria. ;)



Z tytułową Żoną modną mam wiele wspólnego. Powiedziałabym nawet, że to moje alter ego i niewiele bym skłamała. Chcemy być zaprzeczeniem bohaterki satyry Krasickiego, synonimem kobiety z klasą, szukającej harmonii i szczęścia, żyjącej zgodnie z własnymi wartościami, marzycielki odważnie stąpającej po ziemi. Z Żoną modną wiąże się pewna tajemnica, ale o tym... innym razem. A kto zgadnie, tego szczęście. ;)

środa, 20 sierpnia 2014

Bukszpan to nie tylko krzak

Zawsze miałam z nim dwa skojarzenia, nie potrafię jednak przypomnieć sobie, które było pierwsze. Prawdopodobnie jednak to z wielkanocnego koszyczka, gdzie pełnił rolę dekoracyjną, a jego kolor symbolizował nadzieję. Nie było święconki bez niego, nie było też świątecznego stołu. Drugie oblicze, w pełnej okazałości objawiło mi się w babcinym ogrodzie. Okazało się, że pojedyncze wielkanocne gałązki brały się z całkiem pokaźnych krzaczków, którym w prosty sposób można nadać piękny, okrągły kształt. U babci podziwiałam większe, z mamą sadziłam mniejsze, a z całą rodziną szukaliśmy rozwiązania, gdy listki pokryły się nieładnymi plamami.

Od niedawna mam kolejne z nim skojarzenie. Zupełnie inne niż te dotychczasowe. Formatu A5, w oprawie z prawdziwej skóry, z miłymi w dotyku kartkami, czystymi, gotowymi na moje szalone pomysły. Z wielkim guzikiem, pięknie pachnący, ręcznie szyty. To taki pomysłowy book, a mieć taki book, to dopiero szpan, co razem daje prawdziwie stylowego Bukszpana. Całkiem zgrabna gra słów, godna prawdziwego ideas box.

Czeka więc mój Bukszpan na pierwsze zapisane w nim pomysły. Na szczęście nie będzie musiał czekać długo, w głowie mam ich wiele. Życiowe, pracowe, blogowe, jedne mniej, inne bardziej realne. Zapisane w Bukszpanie na pewno będą lepiej się realizować.






O zaprezentowanie Wam Bukszpana poprosiła mnie załoga go tworząca, którą serdecznie pozdrawiam i dziękuję za piękny prezent. :)